Czy kapitalizm nas pogrąży?
![]() |
| autor: David McBee |
SZTUKA DLA SZTUKI
Wielu z nas kapitalizm kojarzy z wymianą dóbr, rynkiem bądź po prostu handlem, jednak wszystkie te aspekty były obecne na długo przed wprowadzeniem systemu kapitalistycznego do gospodarek światowych. Od początku dziejów ludzie posługiwali się różnymi środkami płatności, sprzedawali swoje wyroby i zaspokajali potrzeby materialne.
Jest jednak coś, co odróżnia kapitalizm od szeroko pojętego handlu, a tym czymś jest wzrost. Czy to w postaci PKB w państwach, czy jako wzrost dochodu w przedsiębiorstwach. Cały świat goni za pieniądzem, a wzrost nadaje tej pogoni gwałtowne tempo. Jeśli jakaś firma chce utrzymać się na rynku, musi generować coraz wyższy obrót, inaczej jest postrzegana jako bez perspektyw.
KIEDYŚ BYŁO LEPIEJ… LUB NIE
Jak to się zaczęło? W szkołach zapoznajemy się z kapitalizmem jako systemem, który wraz z rewolucją przemysłową rozpoczął złoty czas dla Europy – czas wielkich wynalazków, odkryć i reform. Za tym wszystkim kryje się mroczna strona, która przedstawiana z perspektywy uprzywilejowanej szlachty wydaje się równie chwalebna.
Kolonializm, bo o nim mowa sprowadził ból i cierpienie na ludzi, którzy nie mieli tyle szczęścia, aby urodzić się w kraju o łagodnym klimacie, sprzyjającym rozwojowi społeczeństw. Afryka i Ameryka Południowa stały się łatwym łupem i niewyczerpalnym źródłem taniej siły roboczej oraz surowców niezbędnych do budowy maszyn parowych, torów i wielu innych urządzeń, bez których nie wyobrażamy sobie świata.
POCZĄTEK KOŃCA
Jednak kolonializm to nie tylko niewolnictwo mieszkańców innych kontynentów. Większość europejskiej ludności z XVIII wieku również nie czuje sympatii do tego okresu. Pierwsza rewolucja przemysłowa była niezwykle zachłanna – kapitało i ziemiochłonna. Okazało się, że najprostszym sposobem na pozyskanie dodatkowego miejsca na rozwój, było odebranie ziem ludności chłopskiej, która przecież nie rozwijała się, więc nie potrzebowała własności prywatnej.
Nowo pozyskane grunty przerodziły się w infrastrukturę, ale również łąki i pastwiska, na których pracowali – a jakże – wypędzeni z nich wcześniej chłopi, z tą różnicą, że od tego momentu zarabiali na zamożnych właścicieli ziemskich.
Wśród wysoko postawionych przedsiębiorców panowało przekonanie, że ubóstwo, a przede wszystkim głód to najlepszy środek motywacyjny dla pracowników – uczy pracowitości i posłuszeństwa. Tworzenie sztucznego niedostatku to podstawowy oręż wczesnego kapitalizmu.
| autor: Andrew Neel |
KOMU SŁUŻY PIENIĄDZ
Kapitaliści i myśliciele okresu rewolucji przemysłowej sami przyznawali, że aby wygenerować wzrost i zadbać o dobro publiczne, niezbędne jest zubożenie społeczeństwa, co jest czystym paradoksem. Ten system to gra o sumie zerowej – nie może istnieć wzrost jednej strony, jeśli nie oznacza to spadku dla drugiej.
Jeśli chodzi zaś o sam wzrost i metody jego mierzenia, najbardziej rozpowszechnioną z nich jest Produkt Krajowy Brutto, opracowany przez Simona Kuznetsa. Wskaźnik PKB początkowo służył pomiarowi poziomu aktywności gospodarczej – czy nie jest on za wysoki i generuje nadmierną podaż, a może jest zbyt niski i nie pozwala ludziom zaspokoić swoich potrzeb. W późniejszych latach zaadaptowano miarę do określania poziomu dobrobytu i postępu w kraju, co nie było aprobowane przez samego twórcę, który stwierdził ułomność miernika pod względem wskazywania czy dany rodzaj działalności jest szkodliwy, czy pożyteczny.
Świat skupił się jednak na ciągłym wzroście, mimo że dane w oczywisty sposób zaprzeczają przyjętym zwyczajom.
SYSTEM NACZYŃ POŁĄCZONYCH
Wraz z PKB proporcjonalnie wzrasta ślad materiałowy, czyli całkowita eksploatacja surowców. Optymalne zużycie wynosi 8 ton na osobę, natomiast kraje o wysokim dochodzie zużywają wielokrotnie więcej – nawet 28 ton. Porównując to z krajami o niskim dochodzie, gdzie ślad materiałowy na osobę to ok. 4 tony, można zauważyć, że postęp i wzrost jest nierozerwalnie związany z zużyciem surowców.
Mimo że w tym momencie kraje rozwijające się zużywają więcej surowców niż wcześniej, to właśnie globalna Północ historycznie odpowiada za lwią część wyemitowanego dwutlenku węgla i zużytych surowców. To Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia używają materiałów i pracy pozyskanych od globalnego Południa, zwiększając tym samym swoje wskaźniki rozwoju. Nie może być tutaj mowy o dobru wspólnym i publicznym, gdyż mieszkańcy Afryki czy Ameryki Południowej nie korzystają na tym interesie w równym stopniu. Potrzebujemy symetrii.
CZY MOŻEMY LICZYĆ NA NOWE TECHNOLOGIE?
Możemy. Jest to jednak jedynie nadzieją, jaką możemy mieć, ponieważ na ten moment nie istnieje możliwość zatrzymania zmian klimatycznych za pomocą jedynie wynalazków. Problem leży u źródła – kiedy znajdujemy nową metodę wytwarzania energii, nie zastąpi ona energii pozyskiwanej z paliw kopalnych, natomiast dołączy do wspólnej puli. Mówiąc inaczej, nie tyle zmieni się struktura źródeł energii, a ilość, która zostanie wykorzystana. Zapotrzebowanie na paliwa, prąd czy ogrzewanie stale wzrasta, gdyż wzrastają sztucznie wykreowane przez kapitalizm potrzeby. Jeśli trzeba wytwarzać coraz więcej dóbr każdego roku, a wzrost powinien być geometryczny, to potrzebujemy znacznych ilości energii, dużo większych niż potrzebujemy dzisiaj.
Kolejnym problemem jest fakt, że aby stworzyć infrastrukturę bardziej przyjazną dla środowiska, a także zaawansowaną technologicznie również musimy skorzystać z surowców nieodnawialnych i wyczerpywalnych, których wydobycie staje się coraz bardziej problematyczne np. ind, niezbędny do technologii solarnej, na który popyt wzrośnie o nawet 920%.
| autor: Johannes Plenio |
CO DALEJ?
Musimy zacząć oswajać się z myślą, że przy obecnym systemie ekonomicznym, nie jesteśmy w stanie utrzymać postanowień porozumienia paryskiego, bo przy obecnym stanie rzeczy, nawet ze wszystkimi staraniami rządów i zwykłych ludzi, w 2050 roku przekroczymy próg nie tylko 1,5 stopnia Celsjusza, ale również 2 stopni.
Jeśli zależy nam na planecie, powinniśmy znaleźć rozwiązania systemowe, które pozwolą na odwrócenie tendencji, jednak wszelkie badania i predykcje wskazują na to, że nie ma możliwości osiągnięcia takiego celu, bez wprowadzenia poważnych reform. Boimy się ich, boją się ich rządy i korporację, ale stawką nie jest już odległa wyspa na Oceanie Spokojnym, która zniknęła pod wodą. Zmiany klimatyczne powoli zaczynają siać spustoszenie w krajach zachodniej Europy i Stanach Zjednoczonych, zaczynają zaciskać dłoń na gardłach przywódców świata.
Rozwiązaniem, za którym optują naukowcy i ekonomiści nastawieni na przeprowadzenie zmian jest system zwany postwzrostem lub postkapitalizmem (ang. degrowth). Wprowadzenie reform będzie trudne i bolesne, ale nie bardziej niż skutki kryzysu klimatycznego. Wszystko wskazuje na to, że musimy spowolnić pogoń za ciągłym wzrostem dla samego wzrostu i kultem pieniądza, który w swojej istocie nie ma żadnej wartości, jeśli w grę wchodzą miliony istnień ludzkich, i nie tylko.
Autor: Katarzyna Kurzyk
Redaktor: Maciej Więckowski

Comments
Post a Comment